Samochody pozostawione na środku skrzyżowania, czy też zaparkowane na przejściu dla pieszych lub ścieżce rowerowej to niestety codzienność w naszej dzielnicy. Niefrasobliwi kierowcy nie zawsze zdają sobie sprawę z tego, że stwarzają zagrożenie dla ruchu drogowego oraz, że ich auta mogą zostać usunięte przez strażników i odholowane na strzeżony parking.
Na osiedlowych parkingach jest ciasno (fot. dk)
Z problemem zgłosił się do nas Czytelnik, Waldemar Kędzierski.
- Mieszkam od około ośmiu lat na Osiedlu Fikakowo i jestem z tego bardzo zadowolony – mówi mężczyzna. - Jest zielono i spokojnie. Można zrobić podstawowe zakupy, skorzystać z usług fryzjera, opalić się w solarium, nadać na poczcie przesyłkę, wyleczyć bolące zęby, czy pospacerować. Nie jest jednak tak do końca idealnie! Projektanci osiedla nie przewidzieli, że w zasadzie wszystkie rodziny będą zmotoryzowane, a w wielu z nich będzie więcej, niż jeden samochód. Późnym popołudniem i wieczorem naprawdę trudno znaleźć miejsce parkingowe. Czy to jednak jest wystarczającym powodem do ignorowania obowiązujących przepisów o ruchu drogowym?
Czytelnik ubolewa, że wykazujący się brakiem odpowiedzialności właściciele aut, zupełnie lekceważą zarówno prawo, jak i zdrowy rozsądek.
- Samochody parkujące na skrzyżowaniach, na łukach jezdni, w obrębie przejść dla pieszych, na ścieżkach rowerowych to na naszym osiedlu niestety norma – uważa Waldemar Kędzierski. - Najczęściej źle parkujące samochody są własnością młodych, aroganckich kierowców, płci obojga. Kiedyś - zirytowany - sfotografowałem kilkanaście samochodów parkujących w mojej najbliższej okolicy w sposób urągający zdrowemu rozsądkowi i poszanowaniu przepisów. Fotki przesłałem do straży miejskiej. Reakcji w jakiejkolwiek postaci nie zauważyłem. Co ciekawe, ci sami kierowcy, w tych samych miejscach, parkują w ten sam sposób. Wygląda to tak, jakby strażnikom miejskim wystarczało blokad zakładanych na koła pojazdów tylko dla łamiących przepisy w obrębie Śródmieścia. Nieliczne patrole policyjne nie reagują na złe parkowanie, a szkoda.
Jednak kierowcy nie mogą się czuć do końca bezkarni. Wprawdzie straż miejska zazwyczaj ogranicza się do wypisywania mandatów, czy zakładania blokad. Jednak w sytuacji, gdy parkujący w sposób drastyczny łamie przepisy, jego auto może po prostu zostać odholowane tak, by nie stwarzało więcej zagrożenia dla innych uczestników ruchu.
- Informacja o usunięciu pojazdu przez nas przekazywana jest niezwłocznie do komendanta miejskiego policji w Gdyni, który prowadzi ewidencję pojazdów usuniętych z drogi – wyjaśnia Dariusz Wiśniewski, komendant gdyńskiej Straży Miejskiej. – Jeśli samochód pozostawiony w miejscu, gdzie jest to zabronione, który utrudnia ruch lub w inny sposób zagraża bezpieczeństwu, nie zostanie odebrany przez uprawnioną osobę w terminie 6 miesięcy od dnia usunięcia, to uznaje się go za pojazd porzucony z zamiarem wyzbycia się. Przechodzi on na własność Skarbu Państwa.
Nieco inaczej jest w przypadku aut bez tablic rejestracyjnych, lub takich, których stan wskazuje na to, że nie są używane. Jeśli nie zostaną odebrane w ciągu pół roku od dnia usunięcia, to przechodzą na własność gminy. W obu przypadkach odzyskanie samochodu jest i kosztowne i kłopotliwe.
- Za usunięcie i parkowanie pojazdu na parkingu strzeżonym pobiera się opłaty w wysokości uchwalonej przez Radę Miasta Gdyni – dodaje Dariusz Wiśniewski.