O zjawisku pisaliśmy w artykule „Terror przy pomocy decybeli. Hałas i dewastacja”.
ojna przejażdżka to nie to samo, co ostra jazda w terenie (fot. dk)okojna przejażdżka to nie to samo, co ostra jazda w terenie (fot. dk)
- Chciałbym odnieść się do tej publikacji – mówi Edward Wnukowski, nasz Czytelnik. – Otóż, cieszę się bardzo, że ten problem w końcu ktoś zauważył i odważył się napisać, że my, mieszkańcy, mamy tego po prostu dosyć. Jestem emerytem i co jakiś czas lubię zabrać wnuki na spacer do lasu. Chciałbym im pokazać piękno przyrody, a tu nic z tego! Albo widzimy rozjeżdżone ścieżki i połamane gałęzie, albo musimy umykać przez rozpędzonymi maszynami. Wiem, że po leśnych drogach może nie jadą one tak szybko, jak samochody pędzące po prostej ulicy, ale i tak nie raz najedliśmy się strachu.
- Teren leśny to nie miejsce na trenowanie ostrej jazdy – wtóruje Jarosław Rzepczyński, mieszkaniec Orłowa. – Często spaceruję po okolicznych lasach z psem, a jak jest sezon i ładna pogoda, to z rodzina jeździmy na leśne wycieczki rowerowe. I mogę powiedzieć, że quady, bez względu na porę roku to prawdziwa zmora tych okolic! Burzą spokój, niszczą las. I to w samym środku parku krajobrazowego.
Przypomnijmy – problemem zainteresował redakcję Henryk Wiszniowski z Towarzystwa Przyjaciół Orłowa.
- Rajdy quadami po lesie to prawdziwa plaga – stwierdził. – Obrońcom przyrody przeszkadzał tor crossowy, a głośne rajdy odbywające się w głębi lasu nikomu nie przeszkadzają? Chodzi zresztą nie tylko o hałas, ale przede wszystkim o postępującą dewastację tego terenu.
Terenu – dodajemy – wyjątkowego.
- Jest to tzw. otulina parku krajobrazowego – mówi Dariusz Ożarowski, specjalista z Trójmiejskiego Parku Krajobrazowego. – Podlega zatem szczególnej ochronie. Jednak problemem jest egzekwowanie przepisów. Brakuje strażników leśnych.
Po pierwsze, teoretycznie kierowcy nie powinni w ogóle wjeżdżać na teren lasu, gdyż obowiązuje tam zakaz ruchu drogowego. Po drugie, jeśli już jadą quadem, to musi on być zarejestrowany i wyposażony w tablice. Jednak, ponieważ w całym nadleśnictwie pracuje zaledwie trzech strażników leśnych, więc niesfornych amatorów dzikiej jazdy nie ma kto sprawdzać. Dodatkowo, pojazdy wielu z nich nie posiadają żadnych tablic rejestracyjnych. Omijają przepisy, dowożąc quad na skraj lasu na lawecie lub przyczepie i dopiero tam zaczynają „przejążdżkę”.